Ogólnie...ostatni raz opublikowałam coś w internecie z rok temu. Używałam wcześniej photobloga. Tam wrzucałam swoje osobiste spostrzeżenia i przelewałam myśli. Jednak to za mało.
Dlatego jestem tutaj...
Trochę minęło, wiele się zmieniło, aż za dużo.
Przeprowadzka, selekcja w osobach wokół. Każdy ma takie odczucie, że nie pasuje gdzieś, że jego miejsce jest gdzie indziej. Ja moje znalazłam w stolicy. Od zawsze chciałam tu mieszkać, pragnęłam wyjechać do niej już w wieku 10lat. No i to zrobiłam, zmusiło mnie do tego pare sytuacji, niezbyt przyjemnych, ale w końcu się odważyłam to zrobić, jestem kilkanaście km dalej i czuje się o wiele lepiej.
Czuje się szczęśliwsza, wolna... no, przynajmniej tak myślałam przez jakiś czas. Wiesz jak to jest kiedy pokłocisz sie z kilkoma osobami, no cóż zdarza się, niedopasowanie charakterów, inne poglądy. Nie każdy musi się dogadywać. Urwiesz z tą osobą kontakt, nie przejmujesz się już i żyjesz dalej. Do czasu kiedy dowiadujesz się, że tamta osoba zaczyna Ci mieszać w życiu. Miałam wiele przykrych sytuacji z ludźmi, cięzko mi teraz znaleść kogoś, boje się, że każdy teraz będzie taki jak tamte osoby, że po czasie wbiją nóż w plecy. Juz nigdy nie będzie tak jak kiedyś. Teraz masz przy boku tylko pare znajomych i cieszysz sie, bo są długo z Tobą i możesz być dla nich najgorsza osobą, a oni i tak są, bo kochają Cię nie tylko za zalety, ale i wady. Taki jest najlepszy przyjaciel. Ja mam 3 i cieszę się, że są, bo inaczej szybko bym oszalała.
Chociaż w sumie to mi bardzo blisko do tego.
Kochałam kogoś. Bardzo mocno. Nadal go kochm i już chyba będę zawsze. To jest taka miłość, która wypali Ci na sercu znamie i już nigdy nie zapomnisz. Najpierw szczęście, zachwyt, kąpiel w tych uczuciach, zanurzenie się w niej. Sprawiała, że chciało się krzyczeć o niej i mówić o nim i o niej każdemu. Jednak nastał dzień kiedy przyszła wraz z ciemnością, samotnością, niezrozumieniem i bólem, przyszło rozstanie. Kończy się szczęście... ból, który przyszedł jest nie doopisania, zaczynasz uczyć się z nim żyć, próbujesz go jakoś zaakceptować, a na końcu i tak chcesz go wyrzucić z siebie. Chodzisz przybita, niby się uśmiechasz, niby wyglądasz normalnie, ale w środku coś w Tobie krzyczy. Nie chcesz już się tak czuć, chcesz żeby było po staremu kiedy ta osoba była obok i mogłaś z nią porozmawiać.
Życie jest ciężkie. Ostatie dni dla mnie nie są przyjemne, pogarszają mój i tak już słaby stan psychiczny. Brakuje chęci do życia.
Od dwóch dni zadaje sobie pytanie: Co mam robić? Co ja mam teraz robić?
Nie wiem...